Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.

June 25 2012

footballfans
10:49

Znamy wszystkich półfinalistów!

5547 5014 97
Cztery pary ćwierćfinalistów rozegrały już swoje mecze i możemy spokojnie zająć się rozważaniem możliwych rozstrzygnięć par w półfinale.
Portugalczycy pokonali Czechów i w następnym meczu zmierzą się z Hiszpanami, którzy okazali się lepsi od Francuzów. Reprezentacja Niemiec dość łagodnie potraktowała Greków aplikując im tylko 4 bramki i w kolejnym spotkaniu stoczy bój o finał z Włochami, którzy po rzutach karnych wyeliminowali Anglików.
Czyli:

Portugalia - Hiszpania

Niemcy - Włochy

Oceńmy po kolei naszą finałową czwórkę.

Reprezentacja Portugalii coraz bardziej zasługuję na początkowo żartobliwe, ale z każdym meczem bardziej akuratne przydomki z serii "Cristiano i przyjaciele", "Ronaldo i spółka". Myślę, że większość spotkała się już w internecie z zabawnie rozrysowaną taktyką Portugalczyków na każdy mecz. O tyle o ile w pierwszych meczach, jeszcze w fazie grupowej, Cristiano nie potrafił utrzymać ciężaru jaki na niego spadał, tak od meczu z Holendrami wykonuję swoje obowiązki jak przystało na piłkarza jego klasy.
Nie do przecenienia jest jego wkład w zwycięstwo z Czechami, próbował niezliczoną ilość razy samemu wykończyć przeciwnika, ale również szukał kolegów, którzy popisowo partolili wszelkie akcje.
Ogólnie rzecz biorąc Portugalia wykorzystała dziką kartę jaką było spotkanie się w ćwierćfinale z czeską reprezentacją i oprócz pierwszych 15-20 minut, w których to nasi sąsiedzi wydawali się groźniejsi, to poradzili sobie bez większego problemu. Trzeba przyznać, że zawodnicy z Półwyspu Iberyjskiego mają dobrze zorganizowaną grę w obronie. Właśnie gra Pepego z Bruno Alvesem na środku obrony i trójką pomocników przed nimi (Veloso, Meireles i Moutinho), którzy są lepsi w destrukcji niż typowej kreacji gry, może być lekiem na całe zło Hiszpanów. Spodziewam się, że 27.06 będziemy świadkami meczu bliższego starciom Barcelony z Chelsea z tego sezonu niż szlagierom ligi angielskiej, w których pada tryliard bramek jedna za drugą. Wszystko przez to, że Portugalia nie jest odpowiednio zorganizowana, żeby podjąć Hiszpanie w równej walce. Ich nadzieją będzie szczelna gra w obronie i liczenie na geniusz Ronaldo, Coentrao, czy Naniego w wyprowadzaniu szybkich kontr.
Hiszpanie natomiast znowu będą chcieli nas zanudzić, bo rywal jest na podobnym poziomie, co Francja, z którą bez większych problemów sobie poradzili. Trudno jest im się dziwić, bo taka taktyka przynosi im zwycięstwa, ale nie licząc meczu z Irlandczykami, nie pamiętam już chyba atrakcyjnego dla oka meczu La Furia Roja. Ostatnimi czasy skupiają się na bezsensownym przetrzymywaniu piłki i często boją się podjąć ryzyko, więc przegrywają piłkę przez defensorów. Jeżeli dodatkowo wyjdą bez Torresa na szpicy, to możemy nastawić się na "pykankę" przez praktycznie cały mecz.
Mimo wszystkich znaków na niebie i ziemii, i całej mojej wielkiej sympatii do Hiszpanów (a w szczególności do kilku zawodników), mam przeczucie, że możemy doświadczyć niemałej niespodzianki ze strony Portugalii. Niestety mecz może być obrzydliwy dla oka, ale jeśli sprawdzi się moja predykcja, to osłodzi nam to heroiczna postawa "Ronaldo i spółki".

Reprezentacja Niemiec śmiało kroczy ku wymarzonemu finałowi, a trener Low już po meczu z Grekami powinien otrzymać statuetkę najlepszego szkoleniowca ME. Ilu selekcjonerów odważyłoby się zmienić najlepszego strzelca zespołu, zawodnika, który od lat decyduje o sile reprezentacji i skrzydłowego/napastnika, którego obecność w składzie w poprzednich trzech meczach przyniosła zwycięstwa? Joachim Low po prostu wziął Gomeza, Podolskiego i Mullera, powiedział im, że nie pasują do taktyki, która ma zwalczyć skomasowaną obronę Greków i zastąpił ich ruchliwym Klosem i parą zabójczo szybkich skrzydłowych. Reusem i Schurrlem. I wypaliło! Marco Reus i Miro Klose pokazali się ze świetnej strony, a tylko nieznacznie gorzej zaprezentował się zawodnik Bayeru Leverkusen.
Te zmiany świetnie wpłynęły również na najlepszego środkowego ofensywnego pomocnika tego turnieju, Mesuta Ozila. Znany z upodobania do gry kombinacyjnej Niemiec z tymi zawodnikami mógł zagrać szybszą piłkę i ich ciągłe przemieszczanie się nieustannie otwierało mu nowe rozwiązania.
Gry Hellasów nie ma co chyba opisywać, można pogratulować im bezbłędnie wyprowadzonej kontry, w której uczestniczyło 3 (?) zawodników i sporej dozy szczęścia przy karnym, bo nie wiem jak często zdarza się, że piłkarz tyłem zagrywa futbolówkę ręką. Dzięki Niemcom jedna z najnudniejszych drużyna na Euro pojechała już do domu.
Ich rywalem będzie naprawdę solidnie prezentująca się Reprezentacja Włoch. We wczorajszym meczu zdominowała Anglików niemiłosiernie, którzy mogli liczyć tylko na kilka kontr, które umiejętnie marnował np. Welbeck. Nieporozumieniem jest dla mnie czemu ten piłkarz wyglądajacy jak Will Smith w serialu "Bajer z Bel-Air) wyszedł w tym meczu w pierwszym składzie, równie niepojęte jest dla mnie ustawienie 4-4-2 jeśli gra się James'em Milnerem na prawym skrzydle. Wydaję mi się, że od czasu transferu do Man City ten zawodnik stracił atuty skrzydłowego i częściej widujemy go bliżej środka.
Włosi ze swoim płynnie zmieniającym się ustawieniem, zależnym od tego czy w danej chwili atakujemy, czy bronimy, rozegrali naprawdę dobre spotkanie i piłka jaką grali mogła się szczerze podobać. Niezastąpiony jest jednak w pomocy Andrea Pirlo i tak jak na początku meczu narzekałem po cichu, że rozgrywa zbyt często do tyłu, tak z każdą minutą rozrzucał piłki coraz to ofensywniej. Kilka prawdziwie pięknych zagrań pokazał Montolivo, swoje sytuacje zmarnował Balotelli, ale Włochów i ich kibiców może cieszyć łatwość z jaką dochodzi do takich akcji, a w przypadku tak utalentowanego zawodnika można być pewnym, że w końcu się przełamie zdobędzie gola.
W dogrywce grał tylko jeden zespół, bo Anglicy nawet nie starali się udawać, że biegają. Na przestrzeni całego spotkania należało się im zwycięstwo całkowicie.
Karne wszyscy widzieliśmy, podkreślę tylko naturalnie ładną paradę Buffona i ten fajny sposób wykonywania karnych przez Włochów, z takim dozwolonym przeczekaniem (patrz Balotelli i Nocerino).
W tym półfinale widzę tylko Niemców cieszących się z awansu do finału, nawet tak porządnie spisujący się Włosi nie mają czego szukać w starciu z Die Nationalelf.

A Wy jak uważacie? Co Wam się podobało w tych ćwierćfinałach, a co nie? Kto ma szanse w półfinałach?


FF

June 19 2012

footballfans
12:09
6256 c9f4 390

Grupa C rozstrzygnięta przy akompaniamencie irlandzkich śpiewów!

Wielkimi krokami zbliżamy się do punktu w tych mistrzostwach, gdzie w oczach stopnieje ilość piłki nożnej serwowanej nam każdego dnia. Już teraz ciężko jest skupić uwagę na dwóch meczach jednocześnie, ale przynajmniej spotkania rozgrywane są codziennie. Dzisiaj poznamy ostateczne rozstrzygnięcia grupy D, następnie odsapniemy troszeczkę i powrócimy do oglądania zmagań już na ćwierćfinały.

Wczoraj mieliśmy okazję obejrzeć potyczki triumfatorów trzech ostatnich wielkich imprez międzynarodowych, Hiszpanie podejmowali Chorwatów, a Reprezentacja Włoch zespół Irlandii. Predykcje tych spotkań były dość proste i oczywiste, a na pewno w przypadku Włochów, gdyż jedyne czym zaimponowała nam irlandzka drużyna to kibice. Po meczu Polski z Czechami w internecie pojawiły się obrazki, które miały przekonać wszystkich, że to fani znad Wisły nie mają sobie równych i ich oddanie, zaangażowanie, przywiązanie i wszelkie-inne-anie jest nie z tego świata. Nic bardziej mylnego. Irlandczycy pobili jakiś rekord, bo w życiu nie słyszałem, żeby intonować pieśni przez całe spotkanie dla drużyny, która jako pierwsza pożegnała się z turniejem. Ewenementem we współczesnym futbolu jest takie zachowanie, bo to oznacza, że ci kibice potrafili zdać sobie sprawę z tego, że nie są potęgą, że przygodą jest dla nich już sam przyjazd do Polski i na Ukrainę, a nie (tak jak to ma miejsce w każdym innym kraju, w szczególności patrz: Polska) nadmuchiwali balon oczekiwań, który potem filmowo pęka i w narodzie jest płacz. Czapki z głów przed zieloną falą Irlandii, aż liczyłem wczoraj, że ugrają coś i odwdzięczą się choćby jednym punktem za kolosalne wsparcie.

Chciałbym ustalić kolejność analiz meczów zgodnie z uwagą z jaką śledziłem wczorajsze mecze. Priorytetem był dla mnie mecz Hiszpanii z Chorwacją, ponieważ upatrywałem się tam rozwiązania, które dałoby większą niespodziankę, czyli sytuację, w której Włosi zostaliby przeskoczeni przez kolegów z Bałkanów. Przyznam szczerze, że nawet nie nastawiałem się na to, że Chorwaci będą potrafili tak umiejętnie przeciwstawić się sile La Furia Roja. Bliżej mi było obstawienia fartownego remisu, który wynikałby bardziej z determinacji i jugosłowiańskiego ducha niż piłkarskich zdolności. Brawa należą się dla Chorwacji, bo w turnieju zaprezentowała wzorową postawę, trener Bilić ustawiał zespół pod kątem rywala, a fantastyczne spotkania rozegrał rozchwytywany Luka Modrić. Trochę człowieka rzuca jak widzi, że zespoły Czech i Grecji przechodzą do ćwierćfinału nie prezentując niczego atrakcyjnego, a Chorwacja jedzie do domu.
Z punktu widzenia czysto taktycznego od razu można było wczoraj zauważyć bardzo zagęszczone w defensywie ustawienie Reprezentacji Chorwacji. Co ciekawe, Hiszpanie, którzy z racji swojego stylu są bardzo przyzwyczajeni do przeciwstawiania się takiej taktyce, nie byli w stanie rozciągać gry swoimi firmowymi zagraniami. Mam tu na myśli wyciąganie rywala na swoją połowę, wybieganie bocznych obrońców w celu zasiania niepokoju w kryciu przez przeciwnika, czy też słynne podłączenie się do akcji niekrytego środkowego obrońcy Pique-style.
Hiszpania podeszła do tego meczu z Torresem na szpicy, co cieszy, bo oznacza, że Del Bosque, Sfinks, jest inteligentnym trenerem, który reaguje na wydarzenia na boisku. Tak jak w dwóch poprzednich meczach Fernando z nr 9 dał drużynie bardzo dużo, bo w pierwszym spotkaniu odświeżył nudną grę z Włochami, a w drugim popisał się wspaniałym dubletem, tak wczoraj nie miał miejsca na wykorzystanie swych atutów. Jest to przecież zawodnik, którego mocną stroną nie jest dynamika i wyprzedzanie przeciwnika na małych dystansach, a wręcz przeciwnie - siła i dłuższa odległość.
Wybornie prezentował się w moim mniemaniu Silva. Ten hiszpański ofensywny pomocnik z japońskimi (!) korzeniami wspaniale wpasował się w narzucony przez Chorwatów styl. Kilka jego zagrań zapierało dech w piersiach, a współpraca z zawodnikami Barcelony mogła sprawiać mylne wrażenie, że grają ze sobą na co dzień.
Iniesta wciąż nie schodzi poniżej pewnego wysokiego poziomu, nadal należy do nielicznego grona zawodników w tym turnieju, którzy nie boją się dryblować. Zaliczył również asystę, co tylko podwyższa jego ogólną ocenę. (śmiem twierdzić, że kolega Mario Balotelli w tej sytuacji starałby się wykończyć akcję samemu)
O pomstę do nieba proszą się te niewykorzystane sytuacje z końcówki meczu, głównie ta, w której Hiszpanie wybiegli kontrą chyba 5-tką zawodników. Gdyby ktoś pytał co to znaczy "spartolić" to definicją tego słowa jest zachowanie Busquetsa przy "strzale".
Chorwacja również stworzyła sobie kilka groźnych szans i pretensje mogą mieć tylko do wiecznie czujnego Ikera Casillasa, bo sami w tych akcjach zrobili wszystko perfekcyjnie. Warte wspomnienia jest zagranie Modrića zewnetrzną stroną stopy i zacentrowanie wprost na głowę, o ile się nie mylę, Mandżukića. To by dopiero był gol...

Szukając jakichś wniosków trzeba powiedzieć, że Hiszpania nie zachwyciła. Zwłaszcza po meczu z Irlandią, gdzie dała popis nowoczesnej gry, można było się spodziewać czegoś więcej. Uważam jednak, że to bardziej zasługa Vatreni (przydomek Rep. Chorwacji, w dosłownym tłumaczeniu: ogień). Postawili bardzo ciężkie warunki i naprawdę mało zabrakło aby to oni znaleźli się w ostatnim ćwierćfinale.

Mecz Włochy - Irlandia potraktowałem po macoszemu, więc nie będę udawał wielkiego eksperta. Starałem się oglądać go jednocześnie na drugim telewizorze, ale większa część mojej uwagi była skupiona na wydarzeniach w Gdańsku.
Udało mi się zaobserwować przede wszystkim wspaniałego gola Mario Balotellego. Niesforny, wiecznie rozrabiający napastnik ma talent do wyjątkowych trafień. Nie będzie to dla niego zbyt dobre, gdyż zespół, wydaję mi się, prezentował się bez niego lepiej, a teraz będzie miał argument, żeby narzekać.
Coś w tych mistrzostwach jest takiego, że bramki z rogu na krótki słupek lubią tu wpadać. Cassano, który zasłużył na trafienie już w poprzednich meczach, dołączył do grupy strzelców takich goli. Miło, bo to przedniej urody bramki i można nacieszyć oko.
W meczu widziałem, że nie zabrakło waleczności Irlandczyków, ale niestety, tak jak to było w ich poprzednich potyczkach, braki w technicznym przygotowaniu były decydujące.
Odniosłem również wrażenie, że solidnie zaprezentował się bramkarz, Shay Given. Trafiałem często wzrokiem na jego efektowne parady i ratowania zespołu przed kolejnymi golami.

Nie zostaje nic innego jak oczekiwać wieczora i ostatecznych rozstrzygnięć grupy D i wtedy rozpocznie się rozmyślanie nad możliwymi scenariuszami. Waszym zdaniem, kto będzie grał z Hiszpanią, a kto z Włochami? 

Hiszpania  ??
?? 
 Włochy


FF

June 18 2012

footballfans
09:12
9468 dfa7 390

Sport, którego przewidzieć się nie da.

Na parę dni przed pierwszym gwizdkiem Mistrzostw Europy pozwoliłem sobie zabawić się w przewidywania. Starałem się kierować zdroworozsądkową analizą zespołów, badać star-power w każdej drużynie, brać pod uwagę miejsce, w którym zagrają i czasami, choć to trudniejsze, uwzględniać mentalność i podejście do turnieju. Przyznam, że rozrywką było to dla mnie fantastyczną, ponieważ rzadko kiedy musiałem zastanawiać się długo, a właśnie częściej wyniki przychodziły bez wysiłku. Trudno opisać jak zadowolony byłem z moich obstawień, nawet takie ryzykowne założenie, że to Chorwacja wyjdzie z grupy kosztem Włochów, było dla mnie co najmniej realnie możliwe, a podchodzące pod "pewne". 
I EURO się rozpoczęło. Już pierwsza kolejka troszkę namieszała mi w głowie, chociaż nie aż w tak dużej skali. Mogłem być zadowolony z wyników, bo albo zapowiadały, że moje przewidywania się sprawdzą, albo przynajmniej nie przekreślały szansy na ich spełnienie. Znowu powrócę do Chorwacji - ileż szczęścia dało mi ich zwycięstwo z Irlandczykami, które w  moim mniemaniu doskonale wpasowywało się w moją wizję awansu i najbardziej zdeterminowanej drużyny grupy.
Czułem też drobny zawód po meczu Francja - Anglia, zespół francuski zaprezentował się zdecydowanie gorzej niż obstawiałem, a angielski odwrotnie. Wciąż jednak wierzyłem w swoje umiejętności jasnowidzenia i trwałem przy przedturniejowych założeniach.
Później nadeszła druga kolejka, a dzisiaj znamy już rozstrzygnięcia dwóch grup. Czym innym niż porażką jest dla wróżbity sytuacja, kiedy na 4 zespoły, które wytypował z grup A i B, trafia tylko jeden?
W "polskiej" grupie przekonany byłem o awansie Rosjan (i nie pojmuję jak to się mogło NIE stać), a dodatkowo złączyłem się z narodem w wierze i postawiłem na Polaków, no bo kiedy jak nie teraz, najsilniejsza drużyna od lat, bla bla bla... Skuteczność moich obstawień: 0%. O tyle, o ile umiem zrozumieć czemu wszyli Czesi (chyba bardziej przez to, że to Polacy nie wyszli), tak nigdy nikt nie wytłumaczy mi, co się stało z Rosjanami przez Greków. Ta drużyna zgodnie z zapowiedziami była/jest słaba i nie ma żadnych atutów piłkarskich. Jednakże miejsce w ćwierćfinale wyrwała z rąk znienawidzonej przez ogrom Polaków Rosji. Absurd. Dla mnie absurd.
Zabawny jest jeszcze fakt, że Czechy są pierwszym zespołem w historii, który wygrał grupę kończąc zmagania z ujemnym bilansem bramek. Jeżeli więc grupę B nazywa się Grupą Śmierci, to naszą grupę wypada określić Grupą Śmiechu.
Zostańmy jednak przy Śmiercionośnych. W tym przypadku wszyscy mieliśmy rację przyszywając im łatkę najtrudniejszej grupy ME. Walka jaka rozegrała się w tych 6-ściu meczach jest godna zapamiętania. Jeśli już chodzi o rezultat zmagań, to nie wiem, czy są ludzie, którzy zakładali taką kolej rzeczy.
Królestwo temu, kto obstawiał, że Holandia nie zdobędzie ani jednego punktu i zakończy swój udział w turnieju na ostatnim miejscu! Tylko Irlandczycy mogą "prześcignąć" Holendrów, jeżeli dziś nie strzelą gola - będą wtedy mieli tylko 1 bramkę zdobytą przy AŻ 2 zdobytych przez Sneijdera, Robbena, Van Persiego, Huntelaara, Van der Varta, Affelaya i resztę bandy.
Z punktu widzenia stylu i oczekiwań względem zespołu - pośmiewisko. Niejeden krzyczał, że to oni zdetronizują Hiszpanów i rozpocznie się era Pomarańczowych.
Niespodzianką okazali się Duńczycy, którzy do ostatniego meczu liczyli się w walce o awans, ale to Portugalczycy przezwyciężyli demony jakie nasłali na nich dziennikarze, a nawet ich właśni kibice. Farta zawodnicy z zakątka Półwyspu Iberyjskiego mają ogromnego bo przy takich rozwiązaniach w grupie A, mogą śmiało myśleć o półfinałach!
Jedyne, co udało mi się póki co trafić, to Niemcy prowadzone przez cudownego Matsa Hummelsa. Jeden nie aż tak fenomenalny występ nie zasłoni mi jego potencjału i tak długo jak będzie sobą na boisku, biada każdemu rywalowi. Oprócz tego zespół niemiecki rozkręca się z meczu na mecz, trochę jak Hiszpanie na Mistrzostwach Świata w RPA. W nich nadal upatruję faworyta turnieju i są na najlepszej drodze. Chociaż, kto wie co z tymi Grekami...
Cieszy szczególnie trafność tego przewidywania, bo bez niego moja skuteczność wynosiłaby piękne, okrągłe zero. Tak więc mogę się "pochwalić" aż 25% dokładnością trafień, ale głowy załamywać nie będę! Przed nami jeszcze 4 ćwierćfinalistów do wyłonienia, a sześć drużyn wciąż ma szanse!

Doszedłem do takiego wniosku, że mecze reprezentacyjne jest trudniej obstawiać. W takim meczu klubowym ma się materiał do analizy niebotycznie większy i można obserwować poczynania zawodników praktycznie co tydzień. Reprezentacje mają w sobie tajemniczy faktor X, który dodaje do mieszanki bardzo dużo nieprzewidywalności. Ale tak długo jak będzie piłka nożna, i tak długo jak będą kibice, nigdy nie zaniknie obstawianie! Dokładnie w tym celu został założony ten blog, każdy poczuwa się do bycia ekspertem w dziedzinie piłki nożnej i nawet takie porażki jak moje (patrz: Czesi, GRECY (!) i Portugalczycy - choć Ci ostatni nawet na osłodę) nie zniechęcą mnie do dalszej zabawy!

Dlatego szczególnie zachęcam do wypisywania swoich typów pierwszych ćwierćfinałów:

Czechy - Portugalia
Niemcy - Grecja

Zobaczmy, co z tego wyjdzie!


FF


PS: Najmocniej przepraszam za tak długą przerwę w pisaniu, jednak seria niefortunnych zdarzeń uniemożliwiła mi pełny udział w prowadzeniu Football Fan'a. Obiecuję poprawę!

June 13 2012

footballfans
14:53
2534 cc49 390

Polska - Rosja, czyli budowanie pewności siebie przed sobotą!

Postęp w polskim trybie rozgrywania meczów fazy grupowej! Kto mi powie, kiedy ostatni raz Reprezentacja Polski przed ostatnim spotkaniem grupy miała realną szansę na awans? W piłce klubowej w takiej sytuacji można by nawet uznać za faworyta Polaków, bo przecież gramy u siebie i zdecydowana większość kibiców, którzy zjawią się na meczu będzie naszymi rodakami. Coś czuję, że wrocławscy kibice dadzą lekcję ekipie wsparcia ze Stadionu Narodowego i kocioł nie zamilknie do ostatniego gwizdka, póki nie wejdziemy do ćwierćfinałów. Owszem, uważam, że uda nam się wygrać z Czechami, ale o tym za zdecydowanie później.

Mecz rozpoczęliśmy bardzo dobrze, choć obie ekipy nie szarżować zbyt pochopnie na bramkę. Umiejętnie przecinaliśmy próby ich szybszych akcji, tym samym rewanżował się rywal. Po chłopakach widać było dużą ambicję i mobilizację na to spotkanie, na palcach jednej ręki można policzyć momenty przestoju polskiej gry. Mam tu na myśli zarówno szarpanie w ofensywie, jak i wywiązywanie się z zadań defensywnych. Takich zawodnicy mieli więcej niż w poprzednim meczu, o wadze spotkania może świadczyć, że bojaźliwy trener Smuda wystawił od początku trivote, czyli tercet defensywnych pomocników. W przekroju całego spotkania ta decyzja sama się wybroniła, ponieważ ustawienie środkowej trójki w kształcie trójkąta (szok!) skierowanego szpicem w stronę naszej obrony dało bardzo dużo wsparcia dla stoperów i jednocześnie pozwalało zapuszczać się na połowę przeciwnika naszym bocznym, Piszczkowi i Boenischowi. Z tego miejsca chciałbym pogratulować Sebastianowi występu. Uważam, że zagrał bardzo dobrze, nie ustępował dyspozycją kolegom z linii. W obronie oprócz pojedynczej pomyłki był bardzo pewny i nieraz zatrzymywał akcję Rosjan już w zalążku, a w ofensywie widać było, że zaczyna się coraz swobodniej czuć. Strzał głową, który cudem obronił Małafiejew i sprytne ogranie dwójki obrońców w drugiej połowie i natychmiastowa próba z dystansu dają bardzo obiecujący obraz tego zawodnika w perspektywie sobotniej potyczki. Wypada liczyć na to, że do trzech razy sztuka i z Czechami się wstrzeli.
Najmniej przekonał mnie wczoraj Obraniak.  Nie odmówię mu precyzyjnych dośrodkowań z rzutów wolnych, bo brakło szczęścia, żeby zamienić je na gola. Jednak w taktyce jaką ustalił trener nie do końca się odnalazł, a to dlatego, że Ludo gubi się na pozycji skrzydłowego. Nie może wykorzystać swoich największych atutów, a motorycznie nie jest taką bestią jak Kuba. W moich oczach ratuje go tylko asysta przy golu, która do ostatniej chwili byłem przekonany, że należała do Piszczka.
Niemożliwie poturbowany po tym meczu jest Robert Lewandowski, ten gorący na rynku transferowym towar w walce z Ignaszewiczem zyskał pokaźną ilość siniaków. Rosjanin bardzo często na granicy faulu radził sobie z Lewym, słusznie dla prasy rosyjskiej jest bohaterem, bo wyłączył w dużej części meczu naszego napastnika. To co mnie najbardziej denerwuję, to że Smuda nie wykorzystuje pełnego potencjału Roberta. W Borussi Lewandowski wykonuje zadania target man'a, ale tam przy piłce wystarczy, że utrzyma się chwilę i zaraz ma do kogo odegrać, bo błyskawicznie pojawia się Kagawa czy jakis inny Grosskreuz. W Polsce jest on tak osamotniony, że niesprawiedliwym jest wymaganie od niego holowania piłki tak długo. Ile takich akcji klepką z szybko podłączającym się kolegą widzieliśmy w Dortmundzie, przecież Lewy potrafi świetnie grać kombinacyjnie, dwójkami! Dopiero pod koniec spotkania, przy zmianie Mierzejewskiego, wprowadzona została poprawka i Robert nie musiał polegać tylko na sobie.
Gola Jakuba Błaszczykowskiego będzie śmiało pretendował o miano najładniejszej bramki Mistrzostw Europy. Uderzenie naszego kapitana było perfekcyjne, szokujące, że wykonane słabszą nogą skrzydłowego. Radość po golu rozgrzała serca wszystkich Polaków, można było zobaczyć, że szatnia jest zjednoczona. Rezerwowi z Grzegorzem Sandomierskim na czele wbiegli na murawę z taką szybkością, że pewnie połowa z nich poprawiła swoje rekordy życiowe w sprintach.
Dyskusje w narodzie, głównie w prasie, stworzyła obsada bramki na mecz z Czechami. Solidny występ zaliczył Przemysław Tytoń, przy golu nie miał nic do powiedzenia, nawet Iker Casillas (zawodnik, o którym mówi się, że dysponuje najszybszym refleksem z wszystkich golkiperów świata) nie zdążyłby zareagować. Oprócz tego kilka interwencji miał jeszcze na początku niepewnych, ale z każdą minutą był coraz lepszy. Po pauzie za czerwoną kartkę wraca Wojciech Szczęsny, jak podkreśla Franz, podstawowy bramkarz reprezentacji. Trudno powiedzieć jakie wyjście z tej sytuacji jest najlepsze. Każdy wie na co stać Szczęsnego, ale Tytoń jest na fali, nie do przecenienia jest jego obrona rzutu karnego z Grekami. Spory ból głowy będzie miał selekcjoner, nie zazdroszczę. Sam nawet nie wiem, na kogo bym postawił, za dużo czynników wchodzi w grę.

Rosjanie okazali się w tym meczu drużyną do zajechania. Wręcz zabawne było oglądanie ostatnich 10-12 minut spotkania, bo wyglądali jakby mieli się poprzewracać, biedny Arszawin kilkakrotnie o mało nie zwrócił obiadu na boisko w Warszawie.
Rosja przez całe spotkanie starała się wykorzystywać swój największy atut - szybkich napastników. Niezliczoną liczbę podań prostopadłych przecinali polscy stoperzy, Wasyl i Perquis. Trzeba im to oddać, funkcjonowali perfekcyjnie. Nie są to może najzwrotniejsi zawodnicy, ale sprytem radzili sobie z przewagą w tym aspekcie przeciwnika. Szczególne brawa dla Damiena, bo tak "podziurawionego" zawodnika chyba jeszcze nie widziałem. Powracający po złamaniu ręki, z wydrążonym przez rywala otworem w nodze i wydeptaną dłonią był niesamowity.
Wbrew zapowiedziom i spekulacjom, rosyjska maszyna nie zagrażała bramce Tytonia tak mocno. Rzut wolny, po którym padł gol, był bardzo szczęśliwie wykonany, a pomijając to, ofensywa Rosjan zatrzymywała się na wspomaganej przez pomocników obronie.
Nie przychodzi mi nikt do głowy z Reprezentacji Rosji, kogo można by jakoś wyjątkowo wyróżnić, więc z chęcią przeczytam Wasze opinie.

Możemy żałować, że nie staraliśmy się docisnąć rywala do samego końca, dla nas żadną różnicą było zakończenie tego meczu remisem lub porażką. Wszystko i tak sprowadza się do spotkania z Czechami. Jakkolwiek gdyby pomyśleć o tym dłużej, to może lepiej, że nie zaryzykowaliśmy... Mogłoby się tak przytrafić, że dostalibyśmy kontrę i byłoby po meczu. Myślę, że trudniej byłoby kadrze przygotowywać się do najważniejszego meczu od lat, gdyby atmosfera w prasie i wśród kibiców polegała na marudzeniu i wyśmiewaniu. Dzięki temu wynikowi mamy przynajmniej pewność, że podbudowali sobie trochę psychikę, że wzrosła ich wiara we własne umiejętności. Kto zaprzeczy, że w ten sposób lepiej jest przystąpić do wrocławskiego meczu? Tym bardziej, że po dwóch spotkaniach Czechów widać, że mają problem z utrzymaniem tempa i poziomu przez całe 90 minut.



FF


PS: Miło, że wszyscy nasi naturalizowani piłkarze śpiewali wczoraj hymn. Dla mnie to oznaka tego, że angażują się nie tylko na boisku.

June 11 2012

footballfans
18:44
6143 6c96 390

Niedoceniany mecz zachwycił! Irlandia 1 - 3 Chorwacja!

Tak to właśnie w piłce nożnej często bywa, że mecz zapowiadający się na zwykłe starcie przeciętniaków zachwyca wydarzeniami na boisku. Nie wyobrażam sobie, żeby ten mecz nie był rozgrywany w deszczu, przecież cali mokrzy zawodnicy obu ekip idealnie odzwierciedlali poświęcenie i ambicję jaką zostawiali na boisku!
Jakie rzeczy można było śmiało obstawić przed tym meczem?
1) Irlandczycy choćby nie wiem co, będą grali wrzutki i starali się stworzyć przewagę golem głową;
2) Chorwaci będą robić wszystko, żeby unieszkodliwić powietrzne zapędy rywala przeszkadzając już na etapie "próby dośrodkowania";
3) Irlandczycy jako zawodnicy wyglądający jakby piłka nożna była ich hobby, a zawodem rugby, będą chcieli bazować na swojej sile i w ten sposób przeszkadzać przeciwnikowi;
4) Chorwaci jako teoretycznie, ale w praktyce chyba też, lepsi technicznie grajkowie skupią się na szybkich kontrach na pełnej prędkości i położą nacisk na wykorzystanie każdej możliwej sytuacji do gierki kombinacyjnej (zgodnie z zasadą: piłka jest szybsza niż człowiek).

Bezpieczne założenia, czyż nie?
Psikus, punkt 1. może i się sprawdził, ale reszta mogła zaskoczyć niejednego futbolowego eksperta. Chorwaci jakby z pełną premedytacją pozwalali Irlandczykom na wrzucanie piłki w pole karne, świetnie przy tym ustawiając się do wygrywania główkowych pojedynków. Do tego w środku pola grali równie nieustępliwie, co pod względem "mocy" faworyzowani rywale, Luka Modrić w Anglii przeszedł  taką szkołę życia, że trudno było go zaskoczyć jakąkolwiek próbą wejścia ciałem, a koledzy z Reprezentacji Chorwacji bardzo dzielnie mu wtórowali. Największa ironia nasuwa się jak popatrzymy na sposób zdobycia bramek przez Chorwatów. Pokonali The Boys in Green ich własną bronią - główkami. Podejście "Co jest waszą najsilniejszą stroną? Główki? Proszę bardzo!" tak kompletnie zaskoczyło Irlandczyków, że chyba do teraz zastanawiają się jak to się stało. Wymaga nietuzinkowego charakteru decydowanie się na wykorzystywanie tego wariantu w takiej sytuacji.

Chorwacja zagrała bardzo dobrze pod rywala, pasowała im "zaproponowana" przez graczy z Zielonej Wyspy szarpana gra i bez problemu się w niej odnaleźli. Podkreślę raz jeszcze wyczyny Modrića, zawodnika nie bojącego się przetrzymać piłkę, przeprowadzić ją ze strefy środkowej pod samo pole karne, do tego jeszcze ten piękny strzał, którego nie mogę odżałować, że leciał wprost Givena. To by było golazo
Walecznie jak zawsze zagrał kapitan Dario Srna, co raz popisując się rajdami wzdłuż prawej flanki. Dwa gole zdobył Mandżukić i razem z Rosjaninem, Dzagoevem, prowadzą w wyścigu o koronę króla strzelców EURO 2012. Trudno jest oskarżyć, któregoś z południowych graczy o nieprzykładanie się do spotkania, prawdę powiedziawszy wszyscy spisali się dobrze. Slaven Bilić, żegnający się po turnieju z reprezentacją, bardzo dobrze ustawił zespół, by ten stawił czoła silniejszemu fizycznie przeciwnikowi.

Irlandczycy nie mają wystarczających umiejętności piłkarskich. Oto jedyny zespół na całej imprezie, którego średnie wyszkolenie techniczne jest gorsze od Polaków. Może i mamy teraz naszą trójkę z Borussi, ale to magicznie nie nauczyło Murawskiego gasić piłkę w miejscu. Eliminacje Irlandia przeszła, oczywiście po grała w barażach, w większej mierze dzięki duchowi zespołu i determinacji zarówno fanów jak i biegających po boisku. O wiele trudniej będzie im jednak o jakikolwiek dobry rezultat w przyszłych meczach, bo samą chęcią nie pokonają takich tuzów jak Włochów czy Hiszpanów. Miło, że taka reprezentacja przyjechała, bo atmosfera na stadionie wytworzona przez ich kibiców była spektakularna, niebieskie trybuny stadionu Kolejorza zrobiły się niemal całe zielone, a śpiewy towarzyszyły ich ulubieńcom do samego końca.

Następne spotkania zrewidują czy Reprezentacji Chorwacji po prostu grało się tak dobrze z Irlandią czy może mają dobry patent na te Mistrzostwa. Widowisko jakie zafundowali nam piłkarze, po meczu Rosji z Czechami, jest drugim najlepszym meczem EURO. Niech żałują wszyscy, którzy zlekceważyli to spotkanie, bo emocji było w nim pełno.
Irlandczycy natomiast muszą najprawdopodobniej pogodzić się, że prawie niemożliwe będzie ugranie czegoś w tej grupie. Nikomu nie zabraniam oczywiście nas zaskoczyć...


FF
footballfans
08:56
0814 0c60 390

Obrońcy Tytułu kontra Królowie Obrony, pierwszy mecz Grupy C

Na to spotkanie zapatrywało się mnóstwo ludzi. W tej kolejce próżno było szukać lepszego pod względem klasy piłkarzy widowiska rozgrywanego na polskim stadionie. Prasa nie mogła doczekać się aż zobaczy kłócących się na murawie Hiszpanów, bacznie przyglądając się również poczynaniom defensywy włoskiej. Smaczków było pełno - starcie dwóch topowych bramkarzy; pojedynek historycznie najlepszej obrony z najefektowniejszym atakiem ostatnich lat; chęć udowodnienia przez graczy z Półwyspu Iberyjskiego, że ciągle są głodni sukcesów, mimo że większość składu zdobyła już wszystko, co tylko się da w piłce klubowej i reprezentacyjnej. Zagadką była postawa Reprezentacji Włoch, nie do końca wiadomo, czego będzie można się spodziewać.

Obraz gry z pierwszej połowy był dla mnie sporym zaskoczeniem. Ostatni raz tak emocjonowałem się futbolem makarońskim za czasów MŚ 2006. Po pierwszych 10 minutach głowiłem się tylko nad tym, ile bramek uda się zdobyć Hiszpanom, więc kompletnie zaskoczyło mnie jak całkowitą inicjatywę w spotkaniu przejął zespół z innego półwyspu, Apenińskiego. Nowatorskie ustawienie i harówka piłkarzy z zadaniami łączonymi, przód-tył, zaprocentowały tym, że La Furia Roja nie potrafiła sobie poradzić z sukcesywnie rozpędzającą się drużyną Włoch. Świetnie funkcjonowali napastnicy w tym systemie, było to takie nowoczesne podejście, gdzie napastnik nie jest tylko od zdobywania bramki, ale gra pod całą drużynę i takimi zejściami Mario i Antonio narobili sporo bałaganu w szykach obronnych przeciwnika. Szczęście dla Hiszpanów, że duet Pique - Ramos nie należy do amatorów, bo bez ich interwencji, które do łatwych nie należały kibice musieliby liczyć już tylko na Ikera Casillasa. Ten rozegrał kapitalne spotkanie, trudno zarzucić mu cokolwiek, w sytuacji bramkowej chyba nikt by tego nie obronił, a kilka jego poprzednich parad (jak na przykład główka z 5 metrów Thiago Motty) uchroniło zespół przed ratowaniem wyniku jeszcze wcześniej niż to się wydarzyło.
Nieobliczalny jest ten Balotelli, większość strzelców marzyłaby o znalezieniu się w podobnej sytuacji. Ile razy napastnicy w ciągu meczu starają się wywrzeć pressing na obrońcy i zmusić go do pomyłki, a ile razy to wychodzi? Miał piłkę jak na tacy, czasu więcej niżby potrzeba było na strzelenie dwóch bramek, droga do pokonania nieduża. Nic tylko strzelić. Wyraz twarzy Mario, gdy z pod ziemi wyrósł z powrotem Sergio Ramos, jest godny zapamiętania. Szczere zadziwienie. Przyznać trzeba także, że stoper Realu Madryt winę odkupił szybko i z gracją.

Gracją przez całe spotkanie raczył nas częstować Andrea Pirlo, zawodnik wyglądający z każdym dniem coraz bardziej jak John Malkovich, kapitalnie wpasował się w pomysł na grę Prandelliego. Dość sceptycznie podchodziłem do tego gracza przed meczem, ale szybko wkupił się w moje łaski swoimi pięknymi przerzutami i mądrym przetrzymywaniem piłki, co przeciwko Reprezentacji Hiszpanii, gdzie stara się skopiować unikalny pressing Barcelony, było niezwykle ważne.
Antonio Di Natale jest napadziorem klasycznym, wyśmienicie poradził sobie w swojej sytuacji z Ikerem naprzeciw. Swoją ruchliwością ożywił, już i tak bardzo żwawą, grę kolegów.
Ale to już było w drugiej połowie, a ta zdecydowanie wyżej stała piłkarsko od pierwszej. Podrażnieni stratą bramki Hiszpanie rzucili się do konkretniejszych ataków. W sporym szoku byłem gdy dowiedziałem się, że Vincente Del Bosque postanowił zrezygnować z grą napastnikiem w tym meczu. Podejrzliwie obserwowałem poczynania szóstki pomocników, z których absolutnie żaden nie ma instynktu strzeleckiego. Potrafią strzelić i owszem, ale nie jest to takie naturalne i oczywiste dla nich jak dla zawodnika, który swoje życie spędził w polu karnym rywala. Wyglądało to tak, jakby Iniesta zauważył, że koledzy chcą troszkę za dużo podawać i swoimi rajdami, za które słusznie został wybrany zawodnikiem meczu, starał się rozszarpać przeciwnika. Wszelkie możliwe pochwały należą się małemu Andresowi, bo jako jedyny (może oprócz Casillasa) błyszczał przez pełne 90 minut spotkania.
Bramka wyrównująca nadeszła po trzechsetnej próbie tego samego zagrania przez Davida Silve, nie-napastnik Fabregas ładnym wejściem w pole karne zrobił sobie na tyle dużą przewagę nad Buffonem, że gola mógł już strzelić w praktycznie dowolne miejsce bramki.
Zmiana w taktyce, czyli wprowadzanie na murawę Fernando Torresa skutecznie ożywiło poczynania Reprezentacji Hiszpanii. Akcje zaczęły być bardziej bezpośrednie i można się wściekać na napastnika Chelsea ile się chce za niewykorzystanie choć jednej sytuacji, ale uważam, że bez względu na to powinien mieć miejsce w składzie na następny mecz. Przez posiadanie wspomnianych 6-ściu pomocników, w momencie wyprowadzania kontry wszyscy wracali się na własną połowę, a taki Torres pokazał, że jeżeli zostanie na połowie rywala, to zagrana do niego piłka może pozwolić kolegom na dobiegnięcie na swoje pozycje.
Zawiodły troszkę boki obrony, brakowało częstszego, a na pewno skuteczniejszego przyłączania się do ataku. Kilkoma zagraniami maestrię pokazał Xavi, szczególnie w drugiej połowie, gdy wychodził z poważnych opresji w postaci szarży włoskich nóg na piłkę.

Wynik taki, że oba zespoły są zadowolone. Tak jak pisałem w krótkim wpisie, kto nie byłby szczęśliwy z punktu z największym rywalem w grupie?
Włosi zaskoczyli bardzo pozytywnie, jeśli podtrzymają formę i zaangażowanie, życzę im długiego pobytu na boiskach w Polsce i na Ukrainie.
Hiszpanie rozpoczęli turniej nie wchodząc w żadnym momencie na wyżej niż trzeci bieg. Podobnie prezentowali się w pierwszych meczach Mistrzostw Świata, a te wiemy jak się zakończyły. Potencjał drzemie w nich ogromny, tylko oni mogą go z siebie wydobyć.



FF

June 10 2012

footballfans
18:58
6107 e774 390

Niemcy - Portugalia, pierwszy ze szlagierów.

Starcie, które dało sporo odpowiedzi przed następnymi meczami Grupy B. Przede wszystkim udowodniło, że skazywani na porażkę na tej imprezie Portugalczycy będą godnym rywalem dla każdego. Bardzo dobrze zorganizowani w formacjach obronnych, z silną ławką rezerwowych i z tym faktorem nieobliczalności w ataku. Aż szkoda, że w grupie grają jeszcze z Holandią i ich pogromcą, Danią, bo chciałoby się ich zobaczyć w dalszych fazach, a z takimi przeciwnikami każdemu byłoby trudno przejść.
Niemcy natomiast pokazały, że ich maszyna potrzebuje naoliwienia. Wszystkie tryby jeszcze nie są na swoim miejscu i do optymalnego stanu muszą jeszcze troszkę poprawić. Jak większość drużyn, które do tego momentu zaprezentowały się na EURO (piszę to po meczu Hiszpania - Włochy) ciągle brakuje ruchliwości w ataku. Tak jakby te ciężkie przygotowawcze treningi wciąż obciążały nogi piłkarzy.
Po tym spotkaniu uwierzyłem również, że ci milczący panowie, którzy podają się za sędziów bramkowych, naprawdę wykonują swoją pracę! Brawa dla tego pana, który zauważył, że po strzale Pepego i odbiciu się piłki od poprzeczki futbolówka nie przekroczyła linii bramkowej całym obwodem. Możliwe również, że ten pan w ogóle nie zauważył całego zajścia, ale ja wierzę w ludzi i przy tym zostańmy.

Reprezentacja Portugalii wyszła w swoim najmocniejszym składzie, bez żadnych niespodzianek. Moim zdaniem zawiódł w jakimś stopniu środek, który nie umiał połączyć defensywnych zadań z rozpoczynaniem akcji o gola. Panowie Meireles, Moutinho i Veloso skupili się więc na destrukcji i ich wkład w atak polegał na dość śmiesznych i niecelnych próbach przerzutu. Dopiero wejście Vareli ożywiło strefę środkową Portugalczyków, do tego momentu gros akcji przeprowadzany był bokiem boiska. Pochwała należy się dla Fabio Coentrao, który z wszystkich 4 skrzydłowych (wliczając Ronaldo i Naniego) prezentował się zdecydowanie najlepiej.

Die Nationalelf nie zagrała tak rewelacyjnie jak uważam, że ją stać. Momentami wyglądało to jakby brakowało zrozumienia, jakby chłopcy dopiero niedawno się poznali i różne zagrania wychodziły raczej przez ogólną świadomość, że "tak w danej sytuacji trzeba się zachować" niż z wielkiego zgrania zespołu. W nierozumieniu kolegów królował Lukas Podolski, przynajmniej serca odmówić mu nie można. Poprawne zawody rozegrał Khedira, asysta (dość szczęśliwa) jeszcze mu ocenę za występ podbija. Na swoim regularnym poziomie zagrał Mesut Oezil, kilka jego zagrań zapierało dech w piersiach, szkoda, że brakło tej komunikacji w drużynie. Mistrzem boiska został w moich oczach Mats Hummels. Cesarz obrony choć i wyprowadzanie piłki wychodziło mu lepiej niż Schweinsteigerowi! Jestem pewien, że gdyby Mario Gomez nie strzelił zwycięskiego gola, to właśnie Mats by się za to zabrał. Czy komukolwiek w ogóle udało się go przejść? Tym występem ma u mnie zagwarantowane miejsce w 11-stce kolejki!

Z gry obie drużyny zasługiwały na punkty, więc remis wydawałby się bardziej sprawiedliwy, ale piłka nożna to już taki sport, że do przechylenia szali na swoją stronę wystarczy jedna podbita wrzutka i wyskok olbrzyma w powietrze.

Grupa Śmierci godnie jest tak nazwana, może się jeszcze wszystko zdarzyć, bo w grę wchodzą już takie czynniki jak determinacja Holendrów, żeby przedwcześnie nie odpaść; podrażniona duma Portugalczyków, którzy zagrali na nosach krytyków i wygląda na to, że nie odpuszczą sprawy awansu tak łatwo. Niemcy postarają się usprawnić swoją machinę, a Duńczycy będą na fali po wygranej w pierwszym meczu!
Mecze Grupy B, nadchodźcie!


FF
footballfans
13:37
2325 9dca 390

Grupa Śmierci, mecz pierwszy, czyli "outsider" kontra pretendent.

Długo na pierwszą niespodziankę Mistrzostw Europy czekać nie musieliśmy. Spotkanie numer 3. miało być pokazem siły Holandii, zwłaszcza, że przeciwnikiem była drużyna powszechnie uważana za najsłabszą w grupie (patrz: "outsider" w tytule). Okazuję się, że jednak nazwa zobowiązuje i w Grupie Śmierci nie ma słabeuszy. Grający na co dzień w rodzimej lidze, Michael Krohn-Dehli płaskim strzałem, zakładając przy tym razu "siateczkę", pokonał Maartena Stekelenburga. Szok.
Mecz nie należał do najlepszych, oczywiście można znaleźć w nim pozytywne strony - kilka przednich akcji Holendrów, w szczególności genialne podanie zewnętrzną stroną podbicia Sneijdera do Huntelaara czy też wspaniale funkcjonująca duńska defensywa.

Jak dla mnie obydwa zespoły wyszły na ten mecz za bardzo przestraszone, uwidaczniało się to przez zadziwiająco nieśmiałe próby ataków, zwłaszcza Oranje. Do teraz nie rozumiem jak drużyna, która przegrywa mecz z rywalem, którego musi pokonać, bo przed nią tylko statystycznie trudniejsi rywale, atakuję maksymalnie 4-5 zawodnikami. Boczni obrońcy zamiast rozciągać grę, ściągać na siebie obrońców, starać się wyjść do klepki stawali na równi z zamykającymi środek pola defensywnymi pomocnikami. Rozumiem, że można bać się kontr, w szczególności jeśli dostało się tak już jedną bramkę, ale jeżeli przez godzinę czasu nie wychodzi opcja oszczędna, to aż się prosi o zagrywkę chociażby ciut bardziej ryzykowną. Holandia odważyła się, z refleksem trenera coś chyba nie tak, bo zorientował się, że może pozwolić młodzianom na bokach na wykorzystanie swojego czasu dopiero na kilkanaście minut przed końcem spotkania.
Niemożliwie irytował mnie "wiecznie stary z wyglądu, a już niedługo z wieku" Arjen Robben. Fenomenem jest, że zawodnik, który ma tylko jeden patent na drybling jest w stanie tyle razy przejść kryjących go obrońców. Za to mu brawa, ale za niezliczoną ilość takich samych bezsensownych strzałów należy mu się karne kółeczko po boisku z gwoździ. Boso. Naprawdę, ile trzeba przegrać w jednym sezonie tytułów, żeby usiąść i przemyśleć poważnie swoją grę. Ma atrybuty, żeby jeszcze przez jakiś czas prezentować wysoki poziom, ale jego ego wchodzi mu zbyt często w drogę.
Zastanawia mnie jeszcze, co to się działo z butami zawodników holenderskich, że ciągle lądowali na tyłku. Jeżeli to zagrywka Duńczyków, to gratulacje, bo udało im się to tak idealnie zsynchronizować, że upadki Pomarańczowych trafiały się przed samym momentem strzału na bramkę.
A tak serio, to Robinowi Van Persiemu przydarzyło się więcej kiksów w tym jednym meczu niż przez cały sezon Premier League. Sytuacje jakich nie wykorzystał, w Anglii strzela będąc jeszcze na ławce rezerwowych! Chociaż to też niemożliwe, bo nie wiem, kiedy on ostatni raz znajdował się na rezerwie...

Nie można na pewno niczego zarzucić piłkarzom. Oba zespoły wykonywały polecenia trenerów, to że holenderskie nienajmądrzejsze to inna kwestia. Zgodnie z tradycją piłkarze oddychali pod koniec spotkania rękawami, gołym okiem widać, że wszystkie dotychczasowe drużyny traktują ME bardzo poważnie.

Niesprawiedliwym byłoby stwierdzenie, że to Holendrzy przegrali ten mecz, zasługi Gangu Olsena pod względem taktyki i wywiązania się z zadań są nie do przecenienia. Morten Olsen wykonał kawał świetnej roboty przygotowując się do rywalizacji z Holandią. Zmotywował swoich chłopaków do takiego stopnia, że nawet Król z Drewna, Nicklas Bendtner, radził sobie jako target man przetrzymując z przodu futbolówkę. (Pozdrawiam wszystkich fanów talentu tego gracza.)
Tak właśnie powinny grać zespoły z tego poziomu! Cała drużyna broni, cała atakuje a jak można to szybka piła, kontratak i gol. Wbrew oczekiwaniom, to chyba Duńczycy pokazali futbol totalny, może z mniejszym rozmachem niż przyzwyczaili nas do tego Holendrzy, ale zwróćmy uwagę na różnicę w klasach zespołów.
Polacy w szczególności powinni przyswoić sobie kilka patentów Duńskiego Dynamitu, ponieważ mecz z Rosją zapowiada się równie trudno dla Polaków jak dla Danii zapowiadała się pierwsza kolejka Grupy B.

Po takim rezultacie dalsze mecze śmiercionośnej grupy będą tylko lepsze. Duńczycy poczują, że mogą awansować, Holendrzy natomiast, że nie mogą już przegrać. Przeciwnie do moich przewidywań piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego mogą liczyć się w walce o awans, ale o Portugalczykach i Niemcach później...


A jakie są Wasze przemyślenia? Ktoś się jakoś szczególnie wyróżnił?



FF


PS: Zdjęcie pokazują "dziurawe" nogi Stekelenburga, zauważcie, że polscy golkiperzy zawsze w takiej sytuacji wychodzą do zawodnika z jednym kolankiem do środka!

June 09 2012

footballfans
15:59
1697 27f6 390

Grupa A - kolejka 1. mecz Rosja - Czechy

Hiszpanie takie spotkania określają mianem "partidazo", a ja po prostu powiem - co za mecz!
Po pierwsze, 5 (a 6. ze spalonego!) bramek nie ogląda się zbyt często, a na pewno nie w piłce reprezentacyjnej, co dopiero na takich turniejach.
Po drugie, można śmiało powiedzieć, że w meczu było wszystko, co kibice lubią najbardziej. Chyba tylko karnego brakowało, żeby jeszcze podgrzać atmosferę.
Po trzecie, dwa zespoły, które, co prawda nie w tym samym czasie, prezentowały się w przekroju całego spotkania, co najmniej przyzwoicie.

Czesi po tym meczu od większości znawców zbierają cięgi, ale nie mogę się z nimi zgodzić. Początek spotkania, to jak weszli w mecz, było na poziomie zupełnie nie reprezentacyjnym. To było zgranie klubowe. Już na rozgrzewkowej gierce skupiali się na grze kombinacyjnej, bawiąc się w troszkę zmodyfikowanego dziada. Do utraty pierwszej bramki czułem rosnący niepokój, myśląc o czekającej Polaków potyczce z Czechami. Czułem wręcz małe oburzenie jak Rosjanie strzelili tego gola, bo z gry czułem dużą czeską przewagę.
Potem zacząłem doceniać mistrzowską klasę Reprezentacji Rosji. Właśnie o to chodzi w piłce nożnej, jeśli skupiasz się stricte na wygrywaniu meczu. Niebywale szybkie przejścia piłki z obrony do ataku, wykorzystywanie każdej (!) dziury, jaką zostawiali rywale do tworzenia groźnych akcji i, najważniejsze, zamienianie akcji w gole. Sbornaja z takim podejściem może w tej imprezie ugrać o wiele więcej niż się wszystkim wydawało.

Zgadzam się oczywiście, że im dalej w meczu, tym na więcej pozwalali przeciwnikowi Czesi. Może oprócz tego krótkiego zrywu, kiedy poczuli, że może da się wyciągnąć to 2-1 na bardziej korzystny rezultat.
Rosja wyglądała jakby, to spotkanie ich praktycznie nic nie kosztowało, z wyjątkiem Arshavina, który chyba po prostu ma taką urodę, jakby przebiegł maraton.
Defensywa czeska i Milan Baros, to bezapelacyjnie najsłabsze ogniwa w pierwszym meczu kraju Czecha. Jeżeli nie poradzą sobie z naprawieniem tych felernych trybików do spotkania z Polakami, to biada im.

Chciałbym jeszcze bardzo pochwalić grę poszczególnych zawodników. UEFA może sobie przyznawać swoje nagrody po meczach, ale dla mnie o sile Reprezentacji Rosji stanowił Andrei Arshavin. W pierwszej połowie szarpał głównie na lewym skrzydle, ale potem już było wszędzie pełno. Śmieszy mnie trochę podejście polskich komentatorów, którzy zamiast docenić świetną grę pomocnika Arsenalu, umniejsza jego zasługi marudząc o jego nieprzywiązaniu do defensywy... Po co on ma się tym zajmować, skoro daje tyle w ataku, a poza tym w drużynie są od tego inni zawodnicy.
Kolejnym wyróżniającym się zawodnikiem był dla mnie stoper  z numerem 12 - Aleksiej Bieriezucki. Ściana, opoka, zapora. Każdej drużynie grałoby się spokojniej z zawodnikiem w takiej formie jak rosyjski defensor w ostatniej linii.
Ałan Dzagoev i Roman Pavlyuchenko zwyczajnie udowodnili, że potencjał strzelecki ich zespołu jest nieproporcjonalnie większy niż któregokolwiek grupowego rywala. Dzagoev - brawa za dwie bramki i próby zrobienia widowiska niekonwencjonalnymi zagraniami, Pavlyuchenko - świetna zmiana, asysta + gol i spokój przy rozprowadzaniu kontr.

W drużynie czeskiej nie widzę nikogo wartego osobnej notki, więc zostawię ich bez komentarza.

Pierwsza kolejka tej grupy pokazała, że możemy mieć nadzieje na naprawdę wyśmienite spotkania. Walka będzie się toczyć do ostatniej minuty meczów rozgrywanych 16. czerwca. Nic tylko oglądać!


FF
footballfans
09:02
5146 e03e 390

Grupa A - kolejka 1.

Rozpoczęło się! Tak jak nigdy nie zapomnę mojej nastoletniej radości w 2007 roku, gdy ogłoszono, że przyznano Polsce i Ukrainie organizacje mistrzostw, tak samo nigdy już nie wymażę z pamięci obrazu jaki pozostał mi po pierwszym dniu imprezy! Oglądanie spotkania Polska - Grecja przez telebim na Stadionie Miejskim we Wrocławiu, w towarzystwie tylu oddanych kibiców, a do tego sympatyzujący z naszymi Czesi i Rosjanie, magia! Już na zawsze będzie w mojej głowie ten moment, kiedy cały stadion, ba!, cała Polska, mobilizowała się, żeby wspomóc biednego Tytonia w tym nierównym pojedynku, jakim jest karny. Wejście smoka.

Ale po kolei!

Zajmijmy się rzeczami chronologicznie i oczywiście skupiajmy się na tym, co rzeczywiście istotne. Tak więc w tym miejscu przepraszam, jeśli zawiodłem kogoś myślącego, że będziemy tu traktować również o ceremonii otwarcia, poziomie speakerów czy też kolorze mundurków UEFA-wolontariuszy.
Składy podane na godzinę przed meczem otwarcia nie miały prawa nikogo zaszokować. Polska ostatnie n meczów zagrała w tym składzie, i jeśli ktoś rzeczywiście liczył do ostatniej chwili na Wawrzyniaka zamiast Boenischa, to chyba nigdy nie poznał Franza.
Grecy natomiast, trudno powiedzieć - nie jesteśmy aż takimi specami od piłki helladzkiej, można jednak uważać, że skoro wyszli składem, w którym byli piłkarze doświadczeni, ograni w Lidze Mistrzów i Europy, to że na ogórków nie postawili.
Pierwszy gwizdek sędziego, który w sposób iście hiszpański prowadził zawody i w moim mniemaniu popsuł widowisko, rozbrzmiał i z miejsca Polacy rzucili się na przestraszonych/przytłoczonych/zaspanych/zadłużonych* Greków! Co to było za 25 minut w wykonaniu Polaków, to chyba jeszcze czegoś takiego nie widziałem. Ambicja, walka o każdą piłkę, determinacja, umiejętności (!), fenomenalna gra Borussi (bardziej duetu Piszczek-Lewy, Kuba troszkę pospał, ale wciąż...). Pressing, który polska defensywa stosowała na biednych Grekach był niszczący nadzieje. Po tym pierwszym okresie można było być bezapelacyjnie dumnym z Biało-Czerwonych.
Strzelony w 17. minucie gol jeszcze na chwilę podtrzymał tego ducha w narodzie (w sensie, tym na boisku), ale około minuty 25 zaszła zmiana w taktyce. Może to i roztropne, żeby właśnie cofnąć się odrobinę i starać się kontrować, licząc na to, że otwarty przeciwnik, to łatwy przeciwnik. Aczkolwiek, to mogło również uświadomić Grecji, że da się tutaj powalczyć. Tak jak Reprezentacja Polski stopniowo spuszczała z tonu, z małymi zrywami ofensywnych poczynań, tak Grecy zaczynali budować w sobie wiarę. Wymaga nie lada charakteru nie złamać się w sytuacji, gdzie dowiadujesz się, że całą następną połowę będziesz grać w 10-tkę. Nie dziwię się również, że byli tacy wściekli, bo gdyby był to jakikolwiek inny sędzia, a w szczególności angielski, to tak psującej mecz decyzji by nie było. Sędzia pokazał światu/europie wizytówkę słonecznego, hiszpańskiego prowadzenia spotkania.
W drugiej połowie Grecy, odwiedzeni chyba przez Zeusa i spółkę, wyszli z jasnym planem na grę. Zagęścili Polakom środek, rozciągnęli się, żeby zablokować wszystkie możliwe drogi rozprowadzania piłki i najpierw (bardzo krótko) sprawdzili skuteczność swojej taktyki, a potem wzięli się do roboty, chyba samym będąc zdziwionym, że w osłabieniu są w stanie tak cisnąć drużynę, która w dużej części pierwszej połowy robiła z nimi co chciała.
51. minuta, gol na 1-1. Co ten Wojtek Szczęsny wymyślił? Co to jest za tłumaczenie z jego strony, że "zamieszanie, piłka mogła być pod nogami Wasyla, albo pode mną"? Czy on nie widział, że został wyprzedzony przez obydwu graczy, naszego i przeciwnika? Pal sześć, że obrona nie zastopowała tej akcji wcześniej, ale decyzja Wojtka była niepoważna, nieprofesjonalna i po prostu głupia.
To był kolejny "kop" dla greckich morale. Kryzysowi atakowali konkretniej i konkretniej, posyłali długie piłki, z którymi nagle nasza obrona nie potrafiła sobie dostatecznie dobrze radzić. W psychice polskich zawodników musiała zajść dziwna przemiana, bo wrócili nagle do swojej zwykłej postaci, tej którą znamy z wszystkich poprzednich turniejów.
Sam powyższy fakt jest dla mnie wystarczającym powodem, żeby dokonać zmiany. Te zmianę można było wykorzystać sporo wcześniej. Skoro brakuje nam zawodnika do rozprowadzenia piłki w środku, dodajmy jeszcze jednego pomocnika, możemy sobie na pozwolić, GRAMY W PRZEWADZE! Nic.
Rybus, Kuba i Obraniak zawodzą, możemy pokusić się o ożywienie gry i dodanie zespołowi trochę sił. Wprowadźmy Grosika, albo nawet nieopierzonego Wolskiego! Nic.
Trener Smuda był przerażony, bał się czegokolwiek ruszyć w nadziei, że ta drużyna z pierwszych 25. minut wróci i rozprawi się z pozwalającymi sobie na zdecydowanie za dużo Grekami.
We mnie nadzieja odrodziła się, dość ironicznie, przy podyktowanym karnym. Swoją drogą to jedna z niewielu dobrych decyzji Szczęsnego (sędziego też, ale mniejsza z tym) . Musiał wyjść, a w piłce już tak bywa, że w takiej sytuacji czasami się "nie trafia". Polska reprezentacja ma to szczęście, że od kiedy pamiętam, mamy fantastycznych bramkarzy. Chyba jest to pierwszy rok, kiedy najlepszym zawodnikiem drużyny nie jest własnie golkiper. Tytoń, ten wspaniały wysoki twardziel, który od początku grupowania zapowiadał, że nie odda miejsca łatwo, pokazał jak trudna decyzja była w wyborze numeru 1. na tej pozycji.
Możecie mi mówić, że to fart, że Karagounis źle strzelił, że wielkie mi halo, ale dla mnie to było bajkowe. Cały Stadion Miejski, oddalony o kilkaset kilometrów od Narodowego w Warszawie, eksplodował jak Przemek wybrał lewą, rzucił się i OBRONIŁ! Jestem pewien, że było nas słychać w Warszawie, niemożliwe, żeby taki hałas tam nie doszedł.
W najwspanialszych meczach w historii właśnie takie momenty są punktami zwrotnymi, chociaż dość zabawnie mówić o nich w takim meczu, gdzie mieliśmy już zwycięstwo na tacy. Jednak nie zważając na to, narodziła się nowa szansa. Dalej brakowało zmian, ale wszyscy liczyli, że energia wlana przez boską interwencję Tytonia napędzi jego kolegów.
Były zrywy. Fajnie, że nasz bramkarz już praktycznie nie musiał interweniować, ale poza tym nic wielkiego z tego nie wyszło. Chyba jednak brakowało tej świeżej krwi, kogoś kto bez kompleksów próbowałby samemu zdziałać jakiś cud.

Podsumowania pisać nie zamierzam, liczę na Was. Liczę, że wyrzucicie z siebie jakieś mądrości i łatwiej będzie nam zrozumieć, co się stało, dlaczego się stało i czy stanie się tak znowu.


FF

June 06 2012

footballfans
13:49
2925 1475 390

Zabawy ciąg dalszy - fazy pucharowej część 1.

Po krótkiej przerwie wracam do dalszego przewidywania meczów EURO 2012. Przypomnę, że fazę grupową opisałem już wcześniej, post niżej, a jeżeli komuś nie chce się czytać, to streszczę:

Grupa A
1. Rosja
2. Polska

Grupa B
1. Niemcy
2. Holandia

Grupa C
1.Hiszpania
2. Chorwacja

Grupa D
1. Francja
2. Anglia


Takie rozstrzygnięcia w grupach dają nam następujące pary ćwierćfinałowe:

1. Rosja - Holandia

2. Niemcy - Polska

3. Hiszpania - Anglia

4. Francja - Chorwacja

Och i trudno zaprzeczyć, że gdyby rzeczywiście takie pary były w tej fazie, to mecze zapowiadałyby się emocjonująco! Rewanż Holandii za EURO 2008, gdzie fenomenalnie spisująca się Reprezentacja Rosji zmiotła Oranje, albo Hiszpanie z Wyspiarzami, czyli to, co kibice uwielbiają - nagromadzenie wielkich nazwisk i możliwość dla Anglików do (w końcu) rozpoczęcia zmazywania tej ogromnej plamy jaką są ich powtarzalne porażki na turniejach!
Nie wątpię, że mobilizacja Polaków, gdyby doszło do takiego spotkania z Niemcami, byłaby największa od czasów wojny, a mając w pamięci ostatni mecz z naszymi sąsiadami i fakt, że "GRAMY U SIEBIE!", to chyba każdy narobiłby sobie sobie nadziei!
Nie wolno również lekceważyć takiego pojedynku jak Chorwatów z Francją, bo to w takich meczach najczęściej pojawiają się największe niespodzianki. Kto wie, jak mogłyby się potoczyć losy takiej Chorwacji, gdyby niesieni zwycięstwem z Les Bleus podeszli uskrzydleni do półfinału...

Do rzeczy, czas na jasnowidzenie!


Rosja - Holandia

Szczerze marzę o takim meczu. Nie wierzę oczywiście, że teraźniejsza Reprezentacja ze Wschodu ma jakiekolwiek szanse na dobry rezultat z Pomarańczowymi, bo ich czasy już minęły i na następne tak dobre pokolenia chwile poczekamy, chodzi o to jednak, że jestem pewien, iż Holendrzy będą tak zdeterminowani, żeby pogrążyć rywala i wyrównać rachunki, że mecz będzie wręcz grzeszył intensywnością! Oczywiście takie nastawienie może doprowadzić do wariantu "koledzy z Rosji grają kontrę", co tylko urozmaici całe spotkanie, a tego nikomu nie zabraniam.
Jednak całkowicie na poważnie, to rozsądek mówi mi Holandia i myślę, że na kogokolwiek by nie trafiła ta reprezentacja w ćwierćfinale, to poradzi sobie bez większego problemu.


Niemcy - Polska

Rewanż z Niemcami, podejście 431012. Akcja!
Wiadomo, że historycznym sukcesem dla całej Polski będzie, jeśli Reprezentacja wyjdzie z grupy. To jest niejako cel minimum, ale również maksimum dla większości kibiców.
Chociaż piłkarskimi umiejętnościami Die Nationalelf dopiero gonimy (ale jesteśmy bliżej niż ktokolwiek pamięta - nasza prawa strona, do pozazdroszczenia!), to jest kilka argumentów stojących za maciupeńką szansą dla naszych.
Po pierwsze, w kółko powtarzany, lecz prawdziwy, aspekt "własnego boiska". Polscy kibice znani są już chyba na całym świecie ze swojego oddania i poświęcenia, jeśli chodzi o doping. Ma to miejsce przecież w każdej dyscyplinie, nawet takie bieganie na chudych nartach ma swoją rzeszę fanów wspierającą polskich reprezentantów. Nasze gromady krzykaczy może będą miały problem, żeby zdeprymować Mesuta Oezila i kolegów, bo przecież dla nich taka presja, to chleb powszedni, to o wiele więcej dobrego mogą zdziałać dla Biało-Czerwonych. Jeżeli jest za Tobą wypełniony po brzegi stadion, skandujący co chwila hasła wsparcia, to nagle okazuje się, że umiesz wyjść z beznadziejnej sytuacji i grasz naprawdę przyzwoicie w piłkę. Przykład? Kibice Liverpoolu z pamiętnego finału Ligii Mistrzów 2005. Co prawda potrzebowali bodźca w postaci heroicznego Stevena Gerarda i jego zachęcenia po bramce kontaktowej, ale jak już weszli na ten najwyższy poziom, to ponieśli The Reds do samego końca!
Po drugie, ta Reprezentacja Niemiec jest obciążona największymi przegranymi tego sezonu, których psychika w momencie jakiejś trudności może solidnie zawieść. Zawodnicy Bayernu Monachium, bo o nich mowa, przegrali obydwa finały, z czego jeden na własnym boisku, tak samo Borussia wygrała decydujący o Mistrzostwie Niemiec mecz w stolicy Bawarii. Mogą sobie mówić ile chcą, że wszystko już dobrze i są świetnie nastawieni, ale takie dramatyczne przeżycie na pewno jeszcze chwile w nich posiedzi.
Po trzecie mógłbym powiedzieć, że w końcu mamy kilku naprawdę klasowych zawodników, ale wchodzenie z Niemcami w rywalizację na poziomie czysto sportowym, to jednak za wysokie progi. Za mało mamy gwiazd. Póki co.
Nie ma nawet pewności czy Polska nie potrzebowałaby spełnienia obydwu (tych istotnych) warunków, żeby móc chociaż powalczyć w takiej konfrontacji. Mówimy tu w końcu o Niemcach, dla mnie najciekawszej z wszystkich reprezentacji! Ta drużyna odeszła od znienawidzonego przez cały świat systemu niemieckiej maszyny i zaczęła grać pięknie, poezja na boisku. Proces zapoczątkował bardzo umiejętnie Jurgen Klinsmann, a kontynuuje równie dobrze Joachim Loew. Pogląd taki jest bardzo niepopularny, szczególnie w kraju znad Wisły, ale przyznaję się otwarcie do tego, że jestem kibicem tej reprezentacji. Szczerze liczę na ich zwycięstwo na tym turnieju, bo po prostu zasługują. Oby pokazali, to na boisku.
W takiej sytuacji zwycięzcą tego potencjalnego ćwierćfinału jest Reprezentacja Niemiec.


Hiszpania - Anglia

Mistrzowie Europy i Świata kontra Przegrani Europy i Świata. Z tych tytułów nie zapowiada się na zbyt wyrównany pojedynek, ale wszyscy wiedzą, że historia nie gra, a piłkarze. I jak tak popatrzymy, to co? To jak na tacy widać, że... i tak wygra Hiszpania. Oglądając obydwie drużyny z boku i dokonując analizy player-by-player łatwo dojść do wniosku, że piłkarze z Półwyspu wygrywają na prawie każdej pozycji z piłkarzami z całej-Wyspy. Dla mnie tylko Rooney, który i tak dopiero się obudzi po zawieszeniu i Ashley Cole, to jedyni zawodnicy, którzy wgryźliby się do składu La Furia Roja. Do tego trzeba dołożyć, że Reprezentacja Hiszpanii, to skończony produkt, z którego teraz można zbierać tylko plony.
Bez wątpienia chciałbym, żeby doszło do takiego spotkania, w którym oba zespoły będą walczyły o honor swoich rodzimych lig, gdzie będą chcieli na zawsze rozstrzygnąć o prymacie w konkurencji "Najmocniejsza Liga Świata". Ten spór jeszcze nie raz będzie powracał na tego bloga, bo jego wielowymiarowość dostarcza niekończącej się liczby argumentów po obydwu stronach.
Chciałoby się, żeby to był taki epokowy pojedynek, ale wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że jeśli rzeczywiście dojdzie do tego meczu, to Hiszpanie zjedzą Anglików jak małą porcję paelli. Czuję, że prawdopodobnie skończy się hiszpańska era w piłce reprezentacyjnej, ale Anglia się do tego nie przyczyni.


Francja - Chorwacja

Zdecydowanie zadowoleni z takiej kolei rzeczy będą Francuzi, a co zabawniejsze, zapewne również Chorwacja. Francja mimo coraz okazalszego potencjału, szczególnie w ofensywie, nadal nie jest ukształtowaną drużyną, która będzie umieć bez zbędnej zadyszki poradzić sobie z Chorwacją. Natomiast Południowi Słowianie, ze wspomnianą w poprzednich wpisach determinacją, nie będą się szczypać. Podejdą do takiego meczu bez żadnych kompleksów i zagrają rzucając na szalę absolutnie wszystko, co mają. Nie zawahają się nawet poświęcić kilku zawodników (patrz: czerwone kartki), żeby uratować się od gola (patrz: np. Luis Suarez, MŚ 2012), bo dla nich tak niewyobrażalnym sukcesem byłoby wejście do półfinału. Rzecz jasna dla tego pokolenia zawodników i tych piłkarzy, którzy teraz reprezentują kraj, bo kiedyś to Chorwacja była...
Po wczorajszym towarzyskim meczu Francji z Estonią (4:0) jestem pełen podziwu dla kreacji ofensywnych akcji Tricolores. Jeżeli nie zgubią tego gdzieś po drodze, to możemy mieć w ich postaci do czynienia z cichym faworytem turnieju.
Osobiście bardzo chętnie obejrzałbym takie widowisko i podejrzewam, że górą wyszliby Francuzi.


To by było na tyle, jeśli chodzi o typowanie ćwierćfinałów. Zgadzacie się? A jakie Waszym zdaniem, byłyby najciekawsze możliwe ćwierćfinały, a jakie najbardziej prawdopodobne?


FF

June 04 2012

footballfans
08:05
2538 335e 390

Zabawa w przewidywanie, ale z rozsądkiem!

Oprócz poruszanej przez wszystkich rodaków kwestii "jak pójdzie naszej reprezentacji" jest również taka, która zdejmuje sen z powiek wszystkich futbolowych fanów na świecie. No dobrze, może z powodu rangi turnieju, to fanów w Europie

Kto wygra EURO 2012?

Praktycznie, co osoba, to inne zdanie. Każdy piłkarski ekspert ma za swoją opinią tonę argumentów, które mają za zadanie udowodnić wszystkim, że oni już wiedzą, że ogólnie, gdyby nie atmosfera, i że w Polsce, to nie muszą nawet oglądać meczów.

Stąd, absolutnie NIEoryginalnie, postanowiłem zabawić się w jasnowidza i przepowiedzieć wszystkim wynik EURO! Cała radocha polega na tym, że postaram się wytypować kolejne etapy/mecze/wyniki bazując na rozsądku, a nie na osobistych upodobaniach! No i nie zamierzam się rozwodzić nad każdym meczem fazy grupowej, wystarczy jak przepowiem zespoły, które wyjdą + miejsce.
O, a jako, że taka zabawa jest dość czasochłonna i opisywanie tego w jednym wpisie mogłoby doprowadzić do takiego morza tekstu, że zniechęciłbym ludzi, to podzielimy całość na fazy!

Tak więc, SPOILER ALERT, kto nie chce znać zwycięzcy i po prostu pragnie cieszyć się imprezą, niech lepiej tego nie czyta! (żartowałem, proszę czytajcie!)

Faza Grupowa

W Grupie A całkowicie bez zastanowienia, analizując wyłącznie piłkarzy i ich "bycie" drużyną typuję, iż z pierwszego miejsca wyjdzie (prawdopodobnie niepokonana w grupie) Rosja. Coraz wyższy poziom piłkarski ich narodowej ligi i doświadczenie kluczowych zawodników zdobyte w najsilniejszych ligach europy, daje mi niemal pewność, że tak jak pierwsi wystrzelili człowieka w kosmos, tak pierwsi "wystrzelą" do ćwierćfinałów.
Drugie miejsce jest dla mnie małą zagwozdką, jednak doszedłem do wniosku, że reprezentacja Czech nie jest już tym czym była kiedyś. Zawodnicy nie grają już ani w tak dobrych klubach, ani tak ważnej roli w europejskiej piłce. Reprezentacja Czech to była w 2004 roku, to było coś! Eliminując więc Czechów, wątpliwości nie mam, że siłą (o wiele) większą niż Grecy jest Polska. W tym roku reprezentacja Biało-Czerwonych ma wszystko, żeby w końcu osiągnąć sukces na dużej imprezie! Topowych piłkarzy; stabilność; wydaje się, że dobrą atmosferę w kadrze (chociaż kto wie jak się ten Obraniak rzeczywiście czuje...) i przede wszystkim, totalny DEALBREAKER - grają przed własną publicznością, która bez dwóch zdań poniesie zawodników!


Grupa B aka Grupa Śmierci
Jakkolwiek ciężko na pierwszy rzut oka wygląda ta grupa, to w moim mniemaniu tabela grupowa będzie wyglądała identycznie jak podczas rozlosowania. Dania nie będzie oczywiście popychadłem, bo skubańcy zawsze potrafią wykrzesać z siebie odpowiednią motywacje, jednak najwięcej, o co będzie mogła powalczyć, to trzecie miejsce (choć, tak jak napisałem, z mizernym skutkiem).
Ostatnie wybryki wiecznie rozbawionych Portugalczyków tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że przyjadą, utrzymają 3. miejsce i pojadą spokojnie na wakacje. Ta drużyna nie jest drużyna, if you know what I mean. Bo przecież piłkarzy, to oni zawsze mieli świetnych, a co z tego wychodziło wiemy doskonale!
Niemcy na pierwszym miejscu, to ich obowiązek. I piszę to z pełną świadomością, że mają w grupie Holendrów. Po prostu ich reprezentacja ma w sobie bardzo dużo z drużyny klubowej, co w świecie piłki nożnej oznacza dla mnie największy komplement. Praca Loewa jest wyśmienita i doskonała, a kunszt z jakim po kolei wprowadza do zespołu te wszystkie młode niemieckie perełki, aż prosi o owacje. O aspekcie umiejętności zawodników, to chyba nie ma nawet, co wspominać.
Druga będzie Holandia, której szczerze ten pstryczek w postaci niewygrania grupy może dać niesamowitego kopa w dalszej części turnieju. W przygotowaniach wygląda na to, że Oranje powrócili do pięknego dla oka stylu, który zatracili gdzieś w drodze na mundial w Afryce. 


W Grupie C nie ma co się zastanawiać nawet nad pierwszym miejscem, bo to z obowiązku zostanie oddane Hiszpanom. Piłkarze z Półwyspu Iberyjskiego nie mają żadnego rywala w grupie, który podjąłby się równej walki. Nie oszukujmy się, w Hiszpanii gra sama śmietanka. 
Drugie miejsce to dla mnie Chorwacja. Może nie jest to już ta sama reprezentacja, co kiedyś, ale uwielbiam zawziętość i ducha wszystkich krajów jugosławiańskich i obstawiam, że poradzą sobie z ciągle świętującymi MŚ 2006 Włochami i z jakim-cudem-się-tu-dostaliśmy Irlandią w walce o drugą lokatę.


Grupa D będzie chyba najbardziej wyrównaną z wszystkich grup. Nawet Ukraińcy, którym nie wróżę niczego dobrego, będą ciężkim przeciwnikiem (raczej z racji swoich kibiców, ale mniejsza z tym). Do tego wiecznie ambitna Szwecja, no i dwie reprezentacje, które zawsze są wymieniane w gronie faworytów, ale w ostatnich latach kompletnie nie radzące sobie na turniejach.
Francja dumnie wygra grupę, bo... to najwyższy czas. W końcu nastąpiły w tej reprezentacji zmiany. Młoda, świeża siła zaczyna być decydująca, ale dalej ma wsparcie w postaci doświadczonych zawodników, którzy utemperują niesforne dzieciaki, tak w razie czego. Zakładam też, że ich gra może nie będzie porywać, ale już same zdobyte bramki będą najwyższej klasy.
Najwięcej problemów mój rozsądek miał z wytypowaniem drugiego miejsca. Przeciętny kibic z miejsca krzyknie Anglia, ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że oni znowu szykują nam jakąś niemiłą niespodziankę. Szwedzi z drugiej strony nie zostawią dużego marginesu błędu dla Wyspiarzy i z przyjemnością wskoczą do ćwierćfinałów. Jednak mimo wszystkich tych głosów w mojej głowie "jasnowidzę" Anglików w dalszej części rozgrywek o Mistrzostwo Europy.


Oto moje typy! Zgadzacie się z nimi, może jednak widzicie innych faworytów w grupach? Zapraszam do komentowania, dyskusji i czerpania z tej ogromnej fali zabawy, która uderzy nas już za 4 dni.

FF

June 03 2012

footballfans
23:38
0381 dae3 390

Wielkie odliczanie trwa...

Już tylko dni pozostają do rozpoczęcia największej imprezy piłkarskiej, jakiej ten kraj jeszcze nie widział. W miastach-gospodarzach wszystko dopinane jest na ostatni guzik, praca wre praktycznie o każdej porze, czasami wręcz wydaje się, że tych różnych ochotników czy ekip pomocniczych jest więcej niż mieszkańców. I bardzo dobrze! Widać po prostu, że organizatorzy zdają sobie sprawę z powagi całej sytuacji, ba, większość ciągle powtarza, że za ich życia już czegoś takiego nie będzie. Może i racja, ale ja szczerze wolę nie myśleć w ten sposób, mam zamiar całkowicie oddać się temu świętu i cieszyć się ile tylko się będzie dało! Pamiętam dokładnie jak ogłoszono, że jakimś (ukraińskim) cudem zostaliśmy wybrani do organizacji EURO. Jejku, jak to wtedy brzmiało "EURO 2012"... Jakby nigdy nie miało nadejść! A tu, rach-ciach, czas minął jak z bicza strzelił i jesteśmy.
Właśnie to ostateczne pielęgnowanie w miastach najbardziej popchnęło mnie do rozpoczęcia tego "projektu". Dookoła każdy stara się coś ulepszyć, żeby tylko lepiej wypaść, więc zaraziłem się tym zapałem i entuzjazmem!
Jestem najzwyklejszym fanem futbolu i tyle wystarczy o mnie wiedzieć. Jak każdy miłośnik piłki nożnej uważam się za wielkiego eksperta w tej dziedzinie, więc liczę, że znajdą się ludzie, którzy:
a) będą to czytać
b) zechcą podzielić się komentarzem, w którym zgodzą się, pochwalą, kategorycznie zaprzeczą moim wymysłom, czy też najzwyczajniej w świecie zwyzywają za "głupotę".
Forma tego bloga jest na chwile obecną mieszana, nie ukrywam, że zżera mnie ciekawość czy to w ogóle wypali. Wszystkie wpisy będę zamieszczał właśnie tutaj, ale miejscem dyskusji będzie jednocześnie najbardziej ulubiony i znienawidzony pożeracz czasu przeciętnego człowieka - facebook. Tam również będę zamieszczał linki do nowych wpisów, a z czasem może wysilę się na jakieś inne bajery.
EURO 2012 w Polsce i na Ukrainie wydaje się być idealnym początkiem na rozpoczęcie tej strony. Meczów będzie rozegranych wystarczająco dużo, emocji (jak na każdej takiej imprezie) nie zabraknie, grają Polacy (z najlepszym składem od kiedy tylko pamiętam), przyjeżdża większość z tych "wielkich" - no po prostu tylko oglądać, a potem komentować!
Wszystko tutaj będzie absolutnie najbardziej jak się da subiektywne, więc nie obrażajmy się na siebie jeśli będzie można wyczuć jakieś szpileczki w czyjąś stronę.
A kto wygra? Może tym-razem-będzie-trudniej Hiszpania, albo totalny futbol Holendrów? Przed całą imprezą bez zastanowienia obstawiałem Niemców, z ich podejściem i występami na poprzednich turniejach, nie zapominając o fantastycznych piłkarzach i genialnym trenerze, to chyba nawet nie ma, co się dziwić. Jednak pięknem tego sportu jest nieprzewidywalność, więc zasiądźmy wygodnie i... wspólnie odliczajmy do EURO 2012!

FF

(Maracana w tle, to w nadziei (chociaż o to pewnie nie ma, co się martwić), że Polscy kibice znowu stworzą niezapomnianą atmosferę, i że doczekamy się spotkań równie legendarnych, co na tym stadionie!)

Older posts are this way If this message doesn't go away, click anywhere on the page to continue loading posts.
Could not load more posts
Maybe Soup is currently being updated? I'll try again automatically in a few seconds...
Just a second, loading more posts...
You've reached the end.

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl